Portfel po lutym

Minął kolejny miesiąc dla experymentalnego portfela cyklicznych inwestycji. Był to raczej typowy, nudny okres podczas którego niewiele się wydarzyło, no może z wyjątkiem samej końcówki miesiąca, kiedy to indexy akcji i surowce wyraźnie zanurkowały. Poniżej wykresy portfela składników oraz reoptymalizowanej linii kapitału portfela (index strategii).

Jak widać, wszystko pozostaje w normie, a ostatnie spadki kwalifikują się jedynie jako korekta.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na kolejną kwestię związaną z doborem instrumentów do portfela. Chodzi mi o koszty transakcyjne, a w szczególności o spread w ofercie animatora rynku, dla instrumentów dla których jest przewidziany. Korzystam głównie z certyfikatów inwestycyjnych, gdzie spread jest wyraźny (do 3%), gdzie czasem korzystam z dźwigni by „nadrobić” koszty transakcyjne, choć przy stratnej transakcji dodaje to tylko oliwy do ognia. Mimo to, jeśli testy wskazują na możliwość osiągnięcia zysku, wypada się z takim stanem rzeczy pogodzić (poszukując alternatywy). Są jednak sytuacje, kiedy spread rozszerza się jak …..autocenzura. Warto wtedy mieć pod ręką jakiś inny wybór. Rozważałem ostatnio zakup certyfikatu na srebro. Znalazłem nielewarowany RCSILAOPEN oraz z lewarowanych najniżej RCFL2SILVE. Warto dodać tutaj fakt, że na zamknięciu animator rozszesza spread do poziomów kosmicznych i zawieranie wtedy transakcji to samobójstwo, jednak w godzinach „handlowych” spread’y są zazwyczaj w normie. Jednak pewnego dnia oczom moim ukazało się coś takiego, niczym horror „COŚ”.

Jak widać powyżej, na certyfikacie RCSILAOPEN mamy ofertę animatora, któremu można sprzedać owe certyfikaty po 107.80, natomiast chęć kupna po 119.80 może zakończyć się niesmakiem. Miało to miejsce 3’go lutego tego roku, zrzut ekranu (stooq) z godz.12.31. Co ciekawe po kilku dniach w ofercie animatora powiły się te same ceny Bid/Ask, czyli bez spread’u. Wracając jednak do tamtej sytuacji, lepiej było już zdecydować się na wersję lewarowaną, gdzie spread był powiedzmy typowy. Oczywiście takie poszerzanie spread’u może się wiązać z dużą zmiennością instrumentu bazowego, jednak wersji lewarowanej to jakoś nie przeszkadzało. Generalnie warto szukać niskokosztowych instrumentów do realizacji swojej strategii, jednak nie może być to wybór sztywny, należy mieć alternatywy oraz trzeba przyglądać się realnym możliwością transakcyjnym, przy dużej zmienności rynku, gdy się „wszystko wali”, a nadchodzi pora zakupu/sprzedaży.

Portfel, pierwsze refleksje

Mija pierwszy miesiąc nowego roku i jest to też pierwszy miesiąc w pełni ukształtowanego portfela cyklicznych inwestycji. Poniżej wykres, który pokazuje (górny) linię kapitału dla portfela składników na zasadzie kup i trzymaj oraz (dolny) linię kapitału cyklicznych inwestycji w te składniki, przy cotygodniowej reoptymalizacji.

Wygląda to obiecująco, jednak rzeczywistych wyników nie można reoptymalizować wstecz. To, czego można oczekiwać, to coś pomiędzy obydwoma liniami, czyli i tak całkiem nieźle, jak na takie niemal mechaniczne podejście. W miarę uzyskiwania rzeczywistych wyników będą one konfrontowane z powyższymi wynikami. Pojawia się jednak kilka kwestii, których nie można pominąć, a dają się we znaki, głównie podczas silnych spadków, a tych nie da się (całkowicie) uniknąć. Poniżej dwie refleksje odnośnie (re)optymalizacji oraz dywersyfikacji. Zastrzegam, że są to tylko moje luźnie albo niezbyt luźne refleksie.

Pierwsza sprawa, to częstotliwość reoptymalizacji i ich wpływ na transakcje. Wyniki backtest’ów wynikają z danych (cenowych), a te z sesji na sesję się zmieniają. Biorąc kilkuletni ich zakres, wpływ kilku ostatnich cen często nie jest w stanie niczego zaburzyć, jednak w przypadku silnych tąpnięć…już mogą. Przykład z piątku, przedwczoraj. Posiadając otwartą pozycję na palladzie ukazała się moim oczom pokaźna spadkowa świeca. Po zaktualizowaniu danych w sobotę, reoptymalizuję cykl inwestycji i nowe wskazanie jest takie, że należało sprzedać kilka dni wcześniej….i co teraz ? Po „staremu” należy jeszcze trzymać, a wyniki mimo że już nie optymalne, to i tak są całkiem niezłe. Portfel jest przecież całkiem dobrze zdywersyfikowany i czy takie miotanie się ma sens ? Otóż stwierdziłem, że nie ma. Gdyby nastąpiło równie silne odbicie, to kolejna reoptymalizacja powróciła by do starych parametrów i system zakładałby, to że trzymałbym ten pallad bo ciągle obowiązuje sygnał kupna. Stąd wniosek, że jeżeli wpływ takiej stratnej transakcji nie ma jakiegoś uciążliwego wpływu na cały portfel, to trzymam się wersji, która była optymalna przy otwieraniu pozycji, bo w sumie wtedy wskazywała na dodatnią wartość oczekiwaną, ale przecież z ryzykiem.

Kolejna sprawa łączy się z pierwszą, a chodzi o poziom dywersyfikacji portfela. Ściślej chodzi o mi o dywersyfikację tylko wśród aktywów ryzykownych (bez obligacji). Jako, że portfel jest prowadzony aktywnie, a nie pasywnie (kup i trzymaj), to owa dywersyfikacja nie dotyczy tylko ilości elementów (najlepiej nieskorelowanych, o zunifikowanej zmienności), ale i metody „gry”. Jako że sama metoda jest prosta, to pozostaje stosować różne cykle dla silnie skorelowanych składników, np. złota i srebra, indeksów akcji, soji i kukurydzy….itd. Natomiast tak generalnie pozostaje problem ilości składników. Dla rynku akcji często przyjmuje się, że 10 spółek wystarczy, a przy 30’stu uzyskuje się już wyniki takie jak dla indeksu i niewiele to daje. Są też inne opracowania, wg których nie jest to do końca prawda i dopiero 50-100 spółek daje dobry poziom dywersyfikacji, w ramach której można i tak jeszcze wdrożyć kryteria pozwalające powalczyć z indeksem. Na pewno składników powinno być na tyle dużo, by mogła realizować się dodatnia wartość oczekiwana „w szerz” a nie tylko w czasie. Rzucając jedną monetą (orzeł:1, reszka:0) nigdy nie uzyskamy w pojedynczym rzucie wartości 0.5. Rzucając dziesięć razy pod rząd i więcej, będziemy się do niej zbliżać. Zamiast tego można od razu rzucać 100 monetami, uzyskując wynik zbliżony do wartości oczekiwanej. Rzuty monetami są jednak nieskorelowanie, rynki są jednak wyraźnie skorelowane i to nie tylko akcji, ale i wraz z surowcami i co gorsza owa korelacja nasila się przy gwałtownych spadkach, czyli właśnie wtedy, gdy (naiwnie) liczylibyśmy na ochronny efekt dywersyfikacji (covid-marzec’20). Kupując nawet na chybił-trafił aktywa finansowe z pośród różnych klas siłą rzeczy uzyskamy jakiś poziom dywersyfikacji, bo część wahań będzie się wzajemnie znosić i zmienność portfela będzie mniejsza niż średnia zmienność z poszczególnych elementów. Właściwie wystarczyłoby przejrzeć macierz korelacji wielu aktywów, czy wręcz w oparciu o taką macierz utworzyć portfel. Jednak taka macierz (obliczana na przeszłych danych) również nie jest stabilna i po zaliczeniu „zjazdu” wyjdzie inna macierz….też nieaktualna. Można oprzeć się na danych za ostatnie….50-100 lat, tylko że raczej nie doświadczymy jej działania, chyba że ktoś będzie nieśmiertelny, a poza tym rynek się też zmienia i ewoluuje. I jak tu żyć ? Pozostaje zwykły rozsądek i doświadczenia z targanego różnymi perturbacjami rachunku inwestycyjnego. Postanowiłem określić niezbędną ilość elementów portfela typowymi wynikami z inwestycji w poszczególne instrumenty. Wychodząc z założenia, że bankrutuje mi jeden element, chciałbym taką stratę zniwelować średnim wynikiem transakcyjnym na całym portfelu. Skoro średnio na transakcji zyskuję 5-7%, przyjmijmy 5%, to ilość składników powinna wynosić 1/0.05, czyli 20. Taka ilość pozwala na inwestowanie w kilka (dostępnych) grup aktywów z ich wewnętrznym urozmaiceniem, co pozwala mi też spokojnie i z niewielkim wysiłkiem prowadzić ten (eksperymentalny) portfel. Poruszając problem dywersyfikacji od razu zaznaczyłem, że chodzi mi o aktywa ryzykowne, bez obligacji. Jednak to też jest ciekawa kwestia, choć na ogół przyjmuje się, że w takim „ryzykowno-nieryzykownym mixie” powinny stanowić ok. 50-60 % Akurat z tym się zgadzam i nie budzi to u mnie jakiś wątpliwości, czy zastrzeżeń. Jest jednak ku temu pewien powód. Otóż w zagadnieniach gier, czy inwestowania czasem pojawia się temat kryterium Kellye’go. Gość ów kombinował jaką częścią kapitału ryzykować, jeśli znamy prawdopodobieństwo wygranej oraz stawki. Polecam poszperać w necie, jest tego kupa wraz z wyprowadzeniem wzoru, fajne i pomysłowe. Oczywiście przy inwestycjach na rynkach finansowych nie znamy tych parametrów, nawet samego rozkładu, ale mamy pewne szacunki, a jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Generalnie, aby maksymalizować wynik w długim terminie, należy grać pulą [p-q/(z-s)], gdzie „p” to prawdopodobieństwo zysku, „q” straty (czyli 1-p), „z” przeciętny zysk, „s” przeciętna strata. Już na pierwszy rzut oka widać, że jeśli mamy trafność na poziomie 2/3, to już na pewno nie powinno się przekraczać 67% w puli ryzykownej. Idąc dalej, jeśli średnio zysk jest dwa razy większy niż strata, to uzyskujemy wynik 50%. Przekroczenie tej wielkości prowadzi wprost i nieuchronnie w długim terminie do bankructwa. Natomiast niższa wartość nie w pełni exploatuje przyjętych warunków. Warto tu podkreślić, że część nieryzykowna służy uzupełnianiu puli ryzykownej po stratnych wynikach. W powyższym przykładzie przyjąłem dość korzystne parametry co do trafności oraz proporcji zysków do strat. W takich okolicznościach, raczej skłaniam się do proporcji w inwestycjach 60/40 (pewnik/ryzyko). Zakładając rzeczywisty portfel podzielony w ten sposób, że owe 60% mamy obligacjach, należałoby je podzielić na część na płynną (lub np. fundusz rynku pieniężnego do uzupełniania rachunku po stratach) i tą, którą możemy trzymać do wykupu. Nie chodzi mi tu o ścisłe określenie rodzaju parametrów obligacji, lecz o wskazanie na samą zasadność dywersyfikacji kapitału, a przy okazji warto też liczyć stopę zwrotu z całego portfela (z obligacjami) ze świadomością całego ryzyka.

Podsumowując: rozpisałem się, jednak polecam każdemu dalsze rozkminianie takich kwestii, bo często gdzieś „na obrzeżach” netu można znaleźć ciekawe i praktyczne informacje.

Próba wyjścia z korekty

Po tym jak weszliśmy w korektę zrobiło się trochę zamieszania z nowym szczepem wirusa, jednak szczepionki i tym typem mają sobie poradzić. Zobaczymy, oby nie okazało się, że pojawią się jakieś skutki uboczne, a do nowej mutacji mają się jak piernik do wiatraka. Zresztą, pewnie nie takie zagrożenia jeszcze przed nami, choć wszystkim życzę spokojnego Nowego Roku. Zamiast zwracać uwagę na nasze indeksy, w przyszłym roku zajmę się experymentalnym portfelem. Wolę expozycję na szeroki światowy rynek indeksów i surowców niż zajmować się naszymi „tuzami”, choć wybiórcze inwestycje w spółki łapające wiatr w żagle oczywiście mają sens, ale tym się tu nie zajmuję. Chodzi mi po głowie szeroka inwestycja (portfel), którą możnaby prowadzić systematyczne, bez wdawania się w bieżący zamęt, choć nie pasywnie. I temu posłuży właśnie portfel experymentalny. Więcej szczegółów na stronie „Portfel”. Wpisy też będą co miesiąc, co ma służyć pewnym podsumowaniom i wskazaniem na ewentualne problemy. Poniżej ostatni rzut oka na Wig20, a po nim na ów experymentalny portfel.

Wig20

Indeks dużych spółek znajduje się w lokalnym trendzie wzrostowym, choć z dłuższej perspektywy kończy dużą dwufazową korektę z pierwszej covid’owej fali. Przejście w długoterminowy trend wzrostowy, to póki co jedynie marzenie. Nieco wyżej już czekają poważne linie oporu. Można liczyć na jakieś noworoczne „fikołki”, ale zbyt różowo to nie wygląda.

Portfel

Powyższy portfel wykorzystuje technicznie wychwycone cykle i ma charakter experymentalny. Górny wykres to wypadkowa linia kapitału dla wszystkich jego składników (indexy akcji, metale, surowce rolne) o równych udziałach. Dolny wykres to natomiast linia kapitału wynikająca ze strategii, choć jest to górne ograniczenie jej możliwości, ze względu na cotygodniowe reoptymalizacje. Dolnym ograniczeniem jest …..równia pochyła, natomiast to czego można rozsądnie oczekiwać, to coś pomiędzy tymi wykresami. Wyniki z mijającego roku nie dały istotnego zysku (4%), jednak dały znacznie mniejsze obsunięcie kapitału mimo dźwigni. Poza tym ilość składników powiększała się w ciągu roku i dopiero teraz jest to szeroki portfel z pewną dywersyfikacją wewnątrz danej pod-klasy (np. różne okresy cykli dla S&P500 i Nasdaq, czy dla złota i srebra). Tak prowadzony portfel ma wg mnie potencjał i jego perypetiom będą poświęcone comiesięczne wpisy.

Podsumowując: czas skupić się na własnej strategii, bez względu na to, czy taki lub siaki element układanki wychodzi, czy wchodzi w korektę, o czym i tak będzie wiadomo dopiero po czasie. Wszystkim życzę zdrowia, spokoju i udanych inwestycji w nadchodzącym roku.

Korekta się przedłuża

Niestety miniony tydzień nie był jakoś nadzwyczaj udany. Dynamika wzrostów ustępuje, indeksy zaczynają się pogrążać w korekcie. Powoli należy się przygotowywać do chwilowego odwrotu. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek pogrąża się w korekcie, choć z szerszej perspektywy jest w trendzie wzrostowym i dość wysoko nad wsparciem, które może być jednak testowane. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Powyższa relacja w swym dramacie próbuje wybić się z jarzma bessy. Po wyjściu na „brzeg sedesu” czai się już zagrożenie pod postacią „klapy”, która może tą próbę zamknąć. Pozostanie tylko spuścić wodę i powyższa relacja może dalej mknąć w dół z siłą wodospadu.

mWig40

Indeks średnich spółek także pozostaje w trendzie wzrostowym i także stopniowo się pogrąża, choć wsparcia ciągle trzymają. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja utraciła swoją moc, pogrążając się w trendzie bocznym, aspirującym do spadkowego.

sWig80

Indeks małych spółek pozostaje teraz najsilniejszy, ale jego siła wynika ze słabości poprzednich indeksów. Trend pozostaje wzrostowy, jednak teraz tylko dryfuje nad wsparciem. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja dalej miota się wokół starego oporu.

Podsumowując: trendy pozostają wzrostowe, jednak indeksy osiadają na mieliźnie.

Mała korekta

Cóż, w końcu jakieś spadki nadeszły. Póki co, to tylko drobne zaburzenie w trwającym (po-covid’owym) trendzie wzrostowym. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek ma się dobrze, nawet gdyby miał testować pokonany opór, który to wsparciem się stał. Nie widzę tu jakiś powodów do ględzenia, rutyna. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Na powyższej relacji trwa próba wyjścia z „wodospadu”. Oddolnie zbiera się to nawet do kupy, jednak sufit się obniża. Jeśli powyższa relacja nie zdoła się wybić z tego jarzma, to czeka nas kolejny okres mulenia.

mWig40

Indeks średnich spółek przystąpił do testowania wsparć nieco wcześniej, choć tutaj sytuacja jest nieco bardziej rozmyta, są dwa wsparcia. Wyłom w dół za każdym razem będzie złym zwiastunem, osłabiając obecny trend wzrostowy. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja odżegnuje się od trendu wzrostowego, powracając do szerokiego ruchu bocznego, będąc wręcz na prostej drodze do jego zmiany na spadkowy. Jest lipa.

sWig80

Indeks małych spółek po pokonaniu oporu wygląda trochę jak „pół dupy zza krzaka”. Jednak trend wzrostowy trwa. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja kisi się dalej wokół oporu.

Podsumowując, trend wzrostowy trwa, choć nie jest to optymizm charakterystyczny dla hossy, gdzie najbardziej dynamicznie rosną spółki średnie i małe – coś je tłumi, pokłosie covid’u ?

Przełom

Indeksy giełdowe pokazały siłę, która zwiastuje nadejście lepszych czasów dla amatorów giełdy. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek pokonał sierpniowy szczyt z pierwszej, dużej fali odbicia. Zaliczył też znaczny spadek przed listopadem, co można uznać za „wstrząs wtórny”, wręcz typowy, jakiego brakowało. Obecne wybicie powinno rozpoczynać kolejną, dużą falę wzrostów, choć później również należy się spodziewać korekty i to do poziomu, który został właśnie pokonany. Albowiem opór wsparciem się stanie. Wskakiwanie do pędzącego pociągu nie wydaje się jedyną słuszną opcją w tym momencie. Spekulacyjnie, ze stop-loss’em, intra jak najbardziej, choć należało tego dokonać pod pokonanie oporu. Teraz już pociąg trochę odjechał. Zaprzeczeniem tego wzrostowego układu byłoby zejście poniżej październikowego dołka, ale to jest cały pierdylion punktów, jednak pierwsze wątpliwości budziło by zejście pod niedawno pokonany opór i wtedy można ograniczyć/zrewidować pozycje. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Na powyższej relacji katastrofa trwa w najlepsze. Jednak ostatnio relacja ta zdołała „wynurzyć się spod przełamanej tafli lodu”. Wyjście górą/bokiem z bieżącego spadkowego trójkąta zapowiadałoby możliwość zmiany trendu. Nawet nie ma co zapeszać, ileż można ryć w tym mule.

mWig40

Indeks średnich spółek też daje radę. Trend wzrostowy wydaje się nawet lepiej uformowany, choć ostatnio brak mu werwy. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja „daje ciała”.

sWig80

Indeks małych spółek też sobie radzi, ale tutaj opór jest tylko nadgryzany, co pozostawia pewien niesmak. Trend jest jednak wzrostowy i całość wygląda optymistycznie. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Na powyższej relacji trwa kiszenie wokół starego oporu, choć w obecnych okolicznościach można założyć, że jest to raczej zbieranie sił przed kolejną falą ekspansji.

Podsumowując: dobra passa trwa

Trend wzrostowy trwa

Ostatnio rynki akcji (oraz surowców) przeżywają okres odrodzenia, a złoto odjeżdża na boczne tory. Impuls wzrostowy wywodzący się z przegranej Trumpa oraz zapowiedzi rychłych szczepień ma swoje „afterparty”, któremu powinien sprzyjać przełom roku, choć takie efekty kalendarzowe lepiej traktować z przymrużeniem oka. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek stanął przed obliczem oporu. Dynamika zwyżek nieco siadła, choć lokalny trend wzrostowy trwa. Można się obawiać ugrzęźnięcia w rejonie 1750-1850pkt, a następnie nowych spadków. Jednak, póki co, wzrosty na rynkach trwają i jest realna szansa na pokonanie oporu i dobicie do 2100pkt. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Powyższa relacja po rozpoczęciu drążenia w kolejnych warstwach mułu, nieco się cofnęła, choć trend pozostaje niewzruszony. Słaba ta korekta, co nie wróży za dobrze. Najwyraźniej wg. dużych (zagranicznych) inwestorów nie jesteśmy rynkiem okazji inwestycyjnych z po-covidowym odbiciem na horyzoncie.

mWig40

Indeks średnich spółek rozprawił się z bieżącym oporem, co powinno otwierać drogę do bardziej dynamicznych zwyżek. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja niestety umoczyła się nieco, schodząc poniżej bieżącej linii trendu wzrostowego, choć sama sekwencja dołków pozostaje wzrostowa. Przy okazji uwidocznił się opór (pozioma czerwona kreska). Dopiero pokonanie tegoż oporu da sygnał kontynuacji umacniania się tej relacji. Niestety relacja ta zaczęła „kuleć” w krytycznym momencie, czym można być zniesmaczonym.

sWig80

Indeks małych spółek, podobnie jak dużych, zaczyna „podwijać ogon” pod oporem, ale lokalny trend pozostaje w mocy. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja kontynuuje okopywanie się wokół starego oporu.

Podsumowując: wzrosty trwają nadal, choć występują pierwsze przymiarki do kluczenia.

Impuls wzrostowy w mocy

Indeksy, po silnym wybiciu z nizin, wdrapują się na płaskowyż, skąd pozostanie patrzeć w chmury. Impet nieco osłabł, ale parcie wzwyż pozostaje widoczne. Rozpalmy ognisko i tańczmy wokół niego…w maseczkach, trzymając dystans 100 metrów. Z tym wirusem dalej nie ma poprawy. Ciekawe, czy szczepionki (Pfizer/Moderna) okażą się skuteczne, bo nie widzi mi się dalej łazić w masce. Poza tym exterminacja norek w Dani może jest już spóźniona i kwestią czasu jest nowa pandemia, przy bezradności wprowadzanych teraz szczepionek. Nie wiadomo, czy z tym covidem jest już tak naprawdę pozamiatane, czy też obecny stan to tylko preludium do zarazy i prawdziwego lockdown’u za kilka miesięcy. Jednak nie ma co panikować, bo równie dobrze może nadejść zupełnie inna katastrofa. Pozostaje robić swoje. Covid covidem, a kto nie zarobi ten trąba. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek mknie ku poziomom z sierpnia. Jakby się troszkę klinował, choć może się napina do kolejnego wyskoku w okolice 2100pkt. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Powyższa relacja to oczywiście obraz tragedii. Jednak ostatnio lekko podskoczyła, ponad ostatni opór/dołeczek. Jest to kwestia o charakterze mikroskopijnym, ale daje nadzieje na poprawę z miejsca, w którym powyższa relacja wydrążyła o jedną tonę mułu za dużo.

mWig40

Indeks średnich spółek też machnął wajchę i wręcz jakby odbija już od nadgryzionego szczytu z sierpnia. Moc jest nadal ze średniakami, bo te mini korekciki ostatnio mają się nijak do wzrostowej dzidy i jest szansa, że po krótkim przystanku nadejdą kolejne wzrosty. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja poważnie obniżyła loty. Jednak wpisuje się to w trend wzrostowy, gdzie teraz wypadałby dołek. Czas na odbicie, natomiast przełamanie trendu będzie rozczarowujące i niemiłe, wręcz zasmucające.

sWig80

Indeks małych spółek także prze do góry jak czołg. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja nadal kisi się wokół starego oporu.

Podsumowując: całkowita zmiana sytuacji, wraca nadzieja i jest dobrze.

Przełom czy tylko wyłom ?

Indeksy po (praktycznie) wygranej Bidena i ogłoszeniu szczepionki wystrzeliły. Może nie w kosmos, ale na tyle solidnie by zanegować dotychczasowe sygnały sprzedaży. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek wynurzył się z czeluści pokonując ostatnie opory z marszu. Mamy silny impuls i szansę na kontynuację wzrostów, jednak z szerszej perspektywy to tylko trend boczny, ale dobre i to. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Na powyższej relacji mamy też małą korektę, jednak trudno mówić tu o przełomie. Wręcz przeciwnie, trend spadkowy ma się bardzo dobrze i najwyższy czas na pogłębienie słabości naszego rynku. Jeśli będzie inaczej, to będzie wskazówka, że…kto wie….może nadchodzą lepsze czasy, ale i tak byłaby to bardzo wstępna przesłanka. Póki co „Titanic” tonie dalej.

mWig40

Indeks średnich spółek także z impetem wrócił do świata żywych. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja mimo ostatniego osłabienia, pozostaje w (już) trendzie wzrostowym.

W poprzednim wpisie pisałem o możliwości stworzenia experymentalnego portfela siły względnej long: S&P500 i mWig40, short: Wig20. A wszystko poprzez ETF’y. Niestety słabym punktem takiego tworu byłby ETF short dla Wig20. Jego performance względem odwrotności indeksu Wig20 wykazuje poważne niedomaganie (8% /rok), zwłaszcza przy dużej zmienności (marzec). Pozostają kontrakty z ich specyfiką, co może nie być dla każdego wygodne.

sWig80

Indeks małych spółek także zrobił to co reszta i jest w nowym impulsie wzrostowym. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja dalej kisi się wokół starego oporu.

Podsumowując: przełomu nie ma, ale nadzieja powraca.

Wzięło się w garść

Miniony tydzień przyniósł silne wzrosty pod wygraną Bidena, co wcześniej było postrzegane jako powód do spadków i ogólnej katastrofy. „Umarł król, niech żyje król” i tyle. Nowy prezydent jest spokojny, nie strzela mu nic nagle do głowy, może da żyć Chinom, weźmie się za inwestycje za pomocą nowego stimulusa, jakiego jeszcze świat nie widział, niczym u nas kiedyś towarzysz Gierek, a to oznacza kupę kasy do rozdania. Czyli dolar w dół, akcje, surowce w kosmos. Tyle, że jest jeszcze ten nieszczęsny covid i choć mam wrażenie, że ten motyw się już znudził, to jednak szpitale mają problem, a problemy dotkniętych branż będą przenosić się na całą gospodarkę. Poniżej klasyczne wykresy.

Wig20

Indeks dużych spółek wyskoczył jak nagi z pokrzyw. Impuls wygląda ładnie, przydałaby się zaporowa korekta i dalsze wybicie do góry. Póki co, niestety to tylko euforyczna korekta w trendzie spadkowym. Czasem trudno odróżnić wysoką falę szumu od fali (nowego) trendu, a wszystko ładnie widać dopiero po czasie. Poniżej relacja Wig20/S&P500.

Powyższa relacja to normalnie „ostoja”. Jeśli ktoś zrobił short’a na Wig20 przy long na S&P500 i przeżył marzec, to sobie może kontynuować taką nudną strategię, patrząc na resztę, jak na skaczące małpy w zoo.

mWig40

Indeks średnich spółek też zrobił dzidę przebijając opór, czym przewyższa indeks dużych spółek. Niestety niewiele to daje, trend pozostaje spadkowy. Poniżej relacja mWig40/Wig20.

Powyższa relacja, pomimo bieżącego spadku utrzymuje (swingowy) trend wzrostowy. Warto sobie przypomnieć o istnieniu ETF’u na ten index, co wraz z wersją short na Wig20, daje możliwość odtworzenia powyższej relacji.

Wraz z poprzednią relacją można by rozważyć (experymentalny) portfelik, gdzie stona long byłaby podzielona po połowie na SP500 i mWig40, a stronę short stanowiłby Wig20. Wszystko poprzez łatwo dostępne ETF’y. Jest jeszcze ryzyko walutowe dla SP500, ale generalnie ujemna korelacja z dolarem dodała by jeszcze smaczku dla takiego portfelika, a i zabezpieczenie kontraktami jest tanie i łatwo u nas wykonalne.

sWig80

Indeks małych spółek także „zreflektował się”. I także trend dalej pozostaje spadkowy. Obecny poziom i czas ma wręcz charakter węzłowy i wejście na 14000pkt. może dać nowe nadzieje. Poniżej relacja sWig80/mWig40.

Powyższa relacja kisi się wokół oporu.

Podsumowując: jest odbicie i nowa nadzieja, jednak trendy nadal pozostają spadkowe.