Portfel, pierwsze refleksje

Mija pierwszy miesiąc nowego roku i jest to też pierwszy miesiąc w pełni ukształtowanego portfela cyklicznych inwestycji. Poniżej wykres, który pokazuje (górny) linię kapitału dla portfela składników na zasadzie kup i trzymaj oraz (dolny) linię kapitału cyklicznych inwestycji w te składniki, przy cotygodniowej reoptymalizacji.

Wygląda to obiecująco, jednak rzeczywistych wyników nie można reoptymalizować wstecz. To, czego można oczekiwać, to coś pomiędzy obydwoma liniami, czyli i tak całkiem nieźle, jak na takie niemal mechaniczne podejście. W miarę uzyskiwania rzeczywistych wyników będą one konfrontowane z powyższymi wynikami. Pojawia się jednak kilka kwestii, których nie można pominąć, a dają się we znaki, głównie podczas silnych spadków, a tych nie da się (całkowicie) uniknąć. Poniżej dwie refleksje odnośnie (re)optymalizacji oraz dywersyfikacji. Zastrzegam, że są to tylko moje luźnie albo niezbyt luźne refleksie.

Pierwsza sprawa, to częstotliwość reoptymalizacji i ich wpływ na transakcje. Wyniki backtest’ów wynikają z danych (cenowych), a te z sesji na sesję się zmieniają. Biorąc kilkuletni ich zakres, wpływ kilku ostatnich cen często nie jest w stanie niczego zaburzyć, jednak w przypadku silnych tąpnięć…już mogą. Przykład z piątku, przedwczoraj. Posiadając otwartą pozycję na palladzie ukazała się moim oczom pokaźna spadkowa świeca. Po zaktualizowaniu danych w sobotę, reoptymalizuję cykl inwestycji i nowe wskazanie jest takie, że należało sprzedać kilka dni wcześniej….i co teraz ? Po „staremu” należy jeszcze trzymać, a wyniki mimo że już nie optymalne, to i tak są całkiem niezłe. Portfel jest przecież całkiem dobrze zdywersyfikowany i czy takie miotanie się ma sens ? Otóż stwierdziłem, że nie ma. Gdyby nastąpiło równie silne odbicie, to kolejna reoptymalizacja powróciła by do starych parametrów i system zakładałby, to że trzymałbym ten pallad bo ciągle obowiązuje sygnał kupna. Stąd wniosek, że jeżeli wpływ takiej stratnej transakcji nie ma jakiegoś uciążliwego wpływu na cały portfel, to trzymam się wersji, która była optymalna przy otwieraniu pozycji, bo w sumie wtedy wskazywała na dodatnią wartość oczekiwaną, ale przecież z ryzykiem.

Kolejna sprawa łączy się z pierwszą, a chodzi o poziom dywersyfikacji portfela. Ściślej chodzi o mi o dywersyfikację tylko wśród aktywów ryzykownych (bez obligacji). Jako, że portfel jest prowadzony aktywnie, a nie pasywnie (kup i trzymaj), to owa dywersyfikacja nie dotyczy tylko ilości elementów (najlepiej nieskorelowanych, o zunifikowanej zmienności), ale i metody „gry”. Jako że sama metoda jest prosta, to pozostaje stosować różne cykle dla silnie skorelowanych składników, np. złota i srebra, indeksów akcji, soji i kukurydzy….itd. Natomiast tak generalnie pozostaje problem ilości składników. Dla rynku akcji często przyjmuje się, że 10 spółek wystarczy, a przy 30’stu uzyskuje się już wyniki takie jak dla indeksu i niewiele to daje. Są też inne opracowania, wg których nie jest to do końca prawda i dopiero 50-100 spółek daje dobry poziom dywersyfikacji, w ramach której można i tak jeszcze wdrożyć kryteria pozwalające powalczyć z indeksem. Na pewno składników powinno być na tyle dużo, by mogła realizować się dodatnia wartość oczekiwana „w szerz” a nie tylko w czasie. Rzucając jedną monetą (orzeł:1, reszka:0) nigdy nie uzyskamy w pojedynczym rzucie wartości 0.5. Rzucając dziesięć razy pod rząd i więcej, będziemy się do niej zbliżać. Zamiast tego można od razu rzucać 100 monetami, uzyskując wynik zbliżony do wartości oczekiwanej. Rzuty monetami są jednak nieskorelowanie, rynki są jednak wyraźnie skorelowane i to nie tylko akcji, ale i wraz z surowcami i co gorsza owa korelacja nasila się przy gwałtownych spadkach, czyli właśnie wtedy, gdy (naiwnie) liczylibyśmy na ochronny efekt dywersyfikacji (covid-marzec’20). Kupując nawet na chybił-trafił aktywa finansowe z pośród różnych klas siłą rzeczy uzyskamy jakiś poziom dywersyfikacji, bo część wahań będzie się wzajemnie znosić i zmienność portfela będzie mniejsza niż średnia zmienność z poszczególnych elementów. Właściwie wystarczyłoby przejrzeć macierz korelacji wielu aktywów, czy wręcz w oparciu o taką macierz utworzyć portfel. Jednak taka macierz (obliczana na przeszłych danych) również nie jest stabilna i po zaliczeniu „zjazdu” wyjdzie inna macierz….też nieaktualna. Można oprzeć się na danych za ostatnie….50-100 lat, tylko że raczej nie doświadczymy jej działania, chyba że ktoś będzie nieśmiertelny, a poza tym rynek się też zmienia i ewoluuje. I jak tu żyć ? Pozostaje zwykły rozsądek i doświadczenia z targanego różnymi perturbacjami rachunku inwestycyjnego. Postanowiłem określić niezbędną ilość elementów portfela typowymi wynikami z inwestycji w poszczególne instrumenty. Wychodząc z założenia, że bankrutuje mi jeden element, chciałbym taką stratę zniwelować średnim wynikiem transakcyjnym na całym portfelu. Skoro średnio na transakcji zyskuję 5-7%, przyjmijmy 5%, to ilość składników powinna wynosić 1/0.05, czyli 20. Taka ilość pozwala na inwestowanie w kilka (dostępnych) grup aktywów z ich wewnętrznym urozmaiceniem, co pozwala mi też spokojnie i z niewielkim wysiłkiem prowadzić ten (eksperymentalny) portfel. Poruszając problem dywersyfikacji od razu zaznaczyłem, że chodzi mi o aktywa ryzykowne, bez obligacji. Jednak to też jest ciekawa kwestia, choć na ogół przyjmuje się, że w takim „ryzykowno-nieryzykownym mixie” powinny stanowić ok. 50-60 % Akurat z tym się zgadzam i nie budzi to u mnie jakiś wątpliwości, czy zastrzeżeń. Jest jednak ku temu pewien powód. Otóż w zagadnieniach gier, czy inwestowania czasem pojawia się temat kryterium Kellye’go. Gość ów kombinował jaką częścią kapitału ryzykować, jeśli znamy prawdopodobieństwo wygranej oraz stawki. Polecam poszperać w necie, jest tego kupa wraz z wyprowadzeniem wzoru, fajne i pomysłowe. Oczywiście przy inwestycjach na rynkach finansowych nie znamy tych parametrów, nawet samego rozkładu, ale mamy pewne szacunki, a jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Generalnie, aby maksymalizować wynik w długim terminie, należy grać pulą [p-q/(z-s)], gdzie „p” to prawdopodobieństwo zysku, „q” straty (czyli 1-p), „z” przeciętny zysk, „s” przeciętna strata. Już na pierwszy rzut oka widać, że jeśli mamy trafność na poziomie 2/3, to już na pewno nie powinno się przekraczać 67% w puli ryzykownej. Idąc dalej, jeśli średnio zysk jest dwa razy większy niż strata, to uzyskujemy wynik 50%. Przekroczenie tej wielkości prowadzi wprost i nieuchronnie w długim terminie do bankructwa. Natomiast niższa wartość nie w pełni exploatuje przyjętych warunków. Warto tu podkreślić, że część nieryzykowna służy uzupełnianiu puli ryzykownej po stratnych wynikach. W powyższym przykładzie przyjąłem dość korzystne parametry co do trafności oraz proporcji zysków do strat. W takich okolicznościach, raczej skłaniam się do proporcji w inwestycjach 60/40 (pewnik/ryzyko). Zakładając rzeczywisty portfel podzielony w ten sposób, że owe 60% mamy obligacjach, należałoby je podzielić na część na płynną (lub np. fundusz rynku pieniężnego do uzupełniania rachunku po stratach) i tą, którą możemy trzymać do wykupu. Nie chodzi mi tu o ścisłe określenie rodzaju parametrów obligacji, lecz o wskazanie na samą zasadność dywersyfikacji kapitału, a przy okazji warto też liczyć stopę zwrotu z całego portfela (z obligacjami) ze świadomością całego ryzyka.

Podsumowując: rozpisałem się, jednak polecam każdemu dalsze rozkminianie takich kwestii, bo często gdzieś „na obrzeżach” netu można znaleźć ciekawe i praktyczne informacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.